Styczeń 2020 w ogrodzie

Dziś będzie jeden z tych moich lekko sarkastycznych postów, w których walczę sam ze sobą, żeby nie napisać kilku “grubszych” słów doskonale charakteryzujących zarówno mój nastrój, jak i to co dzieje się za oknem. Od dwóch dni wieje, leje… potem świeci słońce, po którym nadchodzi burza. I tak na zmianę. Deszcz chwilami pada poziomo, a ja to wszystko obserwuję z dość dużymi obawami. Drzewa wyginają się we wszystkie możliwe strony, dach aż trzeszczy, co kilkanaście minut przez niebo przewalają się gromy… A kot śpi zdezorientowany tym, co dzieje się na zewnątrz. Chyba obejrzę “M jak Sanatorium” czy jakoś tak…

Tak zaczyna się druga dekada lutego. Czuję się jakbym mieszkał na jakiejś mrocznej i wietrznej wyspie na środku Morza Północnego… J.K Rowling miałaby tu świetne warunki do pisania kolejnej sagi o np. Dyziu Mrukerze. Pod względem pogody styczeń wydaje się wręcz idylliczny. A zaczął się tak: było przyjemnie, słonecznie i dość ciepło. W ogrodzie nie było mowy o przymrozku czy śniegu. Co to jest śnieg? Co to jest zima? Po krzewach spacerowały różne mikro-potwory czy też larwy biedronek lub lidlówek…

Aż tu nagle… 5 stycznia rano na oczku wodnym pojawił się lód. Tak! Prawdziwy! Zrobiło się zimno, no może nie bardzo, ale był lekki przymrozek. Nie trwał długo. Po kilkunastu godzinach spadł deszcz. I spadło go w styczniu sporo. Bardzo mnie to cieszy. Faktem jednak jest, że w pierwszym miesiącu tego roku nie brakowało też słonecznych chwil. Dzięki temu wcale nie było czuć, że to zima. Wręcz chciałoby się powiedzieć: styczeń plecień… Nie, nie. Nie aż tak. Lata w styczniu nie było. A co z zimą? O tym za chwilę.

Drugą dekadę miesiąca rozpocząłem spacerem po Ogrodzie botanicznym PAN w stołecznym Powsinie. Wspólnie z Jadzią i Bernardem podziwialiśmy wspaniałą zimozieloną roślinność. A ponieważ pogoda znów chciała nas zaskoczyć uciekliśmy przed deszczem obejrzeć egzotyczne i piękne rośliny w szklarniach.  Zapomniałem, spacer zaczęliśmy w tamtejszej kawiarni posilając się pyszna kawą i ciastkiem. Potem u Jadzi było jeszcze pyszniej. Ale o tym Wam nie będę pisać. To nasza barszczowo-rogalikowa i słodka tajemnica.

A tymczasem w moim ogrodzie… nic się nie zmieniło. Chwilami świeciło słońce, chwilami padało. Typowy styczeń w centralnej Polsce… Żart 🙂

15 stycznia odwiedziłem sąsiedni ogród moich rodziców. Często tam zaglądam, ale nie zawsze zabieram aparat. Tym razem zrobiłem zdjęcia ich ogrodu w zimowej scenerii.

Co by tu napisać o trzeciej dekadzie stycznia. Pewnie mi nie wierzycie, ale poniższe zdjęcia robiłem 23 i 27 dnia tego miesiąca. Czyli znów bez zmian.

Aż tu nagle 29 stycznia w ogrodzie zrobiło się biało. No może nie do końca i nie w każdym miejscu, ale wierzcie mi, to białe to jest śnieg. To takie coś, co widać w telewizji. Przeważnie w górach, albo na skoczniach narciarskich. Ci z Was, którzy mają tyle lat co ja, albo i więcej wiedzą o co chodzi. A młodsi będą wiedzieć, jeśli byli kiedyś zimą w górach, najlepiej w Alpach… albo Himalajach.

Ostatni dzień stycznia był cudownie deszczowy. Lało jak z cebra, kot siedział w domu. Ja również. Podobnie jak wczoraj, też siedziałem w domu. Chociaż nie do końca. Już chciałem Was oszukać. A przecież byłem na zewnątrz. Koło południa zrobiłem zakupy, zabrzmi to niewiarygodnie ale o tej porze dnia u mnie było ciepło i słonecznie. I nie urywało tak bardzo głowy, a wózek z zakupami nie chciał pofrunąć do Honolulu. Głupi wózek, ja bym chciał. Czego i Wam serdecznie życzę. I tym miłym akcentem kończę podsumowanie stycznia 2020. I obiecuję, ze kolejne posty będą już “normalne” 😉

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Wątki komentarzy
1 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najciekawszy wątek komentarzy
2 Autorzy komentarzy
Andrzej ZawadzkiEwa Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
Powiadom o
Ewa
Gość
Ewa

Niewątpliwie masz dziś dobry humorek:) Niby żartem ale sporo w tym prawdy. Moja wnusia przyjechała na ferie z nadzieją, że może choć malutkiego bałwanka zrobimy albo chociaż kulkami się porzucamy a tu figa z makiem. Odszukałam dla niej dawne zdjęcia z zasypanym śniegiem ogrodem a ona wciąż pytała: naprawdę tak było? Nie przepadam za zimą ale żeby tak całkiem znikła? Z roku na rok robi się coraz dziwniej.
Cieplutko pozdrawiam.