Dyzio – 6 lat

Kilka dni temu minęło 6 lat odkąd mój kotek Dyzio zamieszkał u mnie w domu. Teraz Dyzio żyje sobie jak król, ale kiedyś jego byt był poważnie zagrożony. Przypomnę Wam w skrócie jego historię.

W październiku 2013 roku na kompostowniku u moich rodziców zaczął buszować malutki kociak. Biedaczek był sam. Nie wiadomo czy jego kocia mama go porzuciła, czy może on jej gdzieś zginął. Może ktoś go wyrzucił samochodu, albo kocicę ktoś lub coś zabiło. W każdym razie maluszek był strasznie zdziczały. Bał się ludzi i na widok człowieka uciekał gdzie pieprz rośnie. Mój tata postanowił go dokarmiać. Po pewnym czasie kociak przyzwyczaił się do niego, a ponieważ zaczęło robić się zimno ojciec skonstruował mu ze styropianu cieplutki domek, w którym kotek mógł sobie spać. Do domu póki co nie chciał wejść. Często obserwowałem to czarno – brązowe maleństwo przez okno, jak buszowało po ogrodzie rodziców. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłem go “zsocjalizować” i zabrać do domu.

Początki były trudne. Kociak był zdziczały i cały czas bał się ludzi. Proces przyzwyczajania kota do mnie rozpocząłem od przeniesienia jego budki oraz miski na moje schody wejściowe do domu. Zacząłem go dokarmiać. Początkowo uciekał, ale jak skonstruowałem mu najprostszą zabawkę dla kota, czyli papier na nitce, zaczął się ze mną bawić. Po zaledwie kilku dniach kotek dał mi się wziąć na ręce. Postanowiłem, że zanim zabiorę go do domu to go odrobaczę i usunę ewentualne robale, które mogły żyć na jego skórze. Zrobiłem to w ciągu 3 dni. Kot wciąż niepewnie wchodził za swoją zabawką do przedpokoju, ale niestety szybko uciekał. Nie czuł się pewnie w mieszkaniu! W sobotę 23 listopada 2013 kotek po raz pierwszy był przez dłuższy czas w moim domu. Biegał po nim, wszystko wąchał i zaglądał w każdy kąt. Dodam, że już w sobotę kupiłem mu kuwetę i żwirek i postawiłem ją w toalecie.
 
No i w niedzielę 24 listopada 2013 roku stało się! Po powrocie z kina, a było to tuż po 17.00 zabrałem kotka znów do domu. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że zostanie na noc. Pierwsze kroki skierowałem (z nim na rękach) do toalety. Wsadziłem go do kuwety i pokazałem mu żwirek oraz pogrzebałem w nim ręką. Kot później znów biegał po domu. Skakał na kanapę i bawił się papierem na nitce. Potem ku mojemu zdziwieniu pomaszerował do toalety (drzwi zostawiłem lekko uchylone) i po raz pierwszy się do niej załatwił! Na szczęście tak mu zostało do tej pory. Potem poszło jak po sznurku… Przyniosłem do domu jego miseczkę i talerzyk i postanowiłem, ze zostanie na noc. Rano wstałem z duszą na ramieniu, na szczęście kotek nic nie napsocił. Jedyne co zdziałał to uzupełnienie kuwety. Ale to było akurat na duży plus dla kota… no i dla mnie oczywiście. Po dwóch dniach przyjechały drapak, transporter i pierwsze legowisko. Teraz ma już 3 legowiska, ale chętnie śpi na biurku, kanapie, fotelu, narożniku i oczywiście w łóżku. Moim łóżku!
 
Dyzio polubił dom. Do dziś fascynuje go drukarka! A jak był mały to nie mógł się nadziwić, że w monitorze jest jego zdjęcie.
 
Dyzio polubił tez ogród. Codziennie w nim buszuje. Ale odwiedza też ogrody sąsiadów, gdzie walczy z innymi kotami. Póki co wychodzi z tych pojedynków zwycięsko.
 
Kot czasami zachowuje się jak piesek. Chodzi za mną krok w krok po ogrodzie.
 

Polubił też rośliny. Na szczęście nie dosłownie.

Teraz to już wielkie i rozpieszczone kocisko. Kiedyś na śniadanie zjadał ok. 10 dkg przemrożonego wcześniej mięsa. Była to chuda wołowina zmieszana z piersią kurczaka. Oczywiście wszystko pokrojone w drobną kostkę. Obiad to pół saszetki mokrej karmy, pół kociej kiełbaski i 10 odkłaczaków. A na kolację zjadał suchą karmę z kocimi przysmakami: serowymi, wołowymi itp. Od ponad półtora roku Dyzio je specjalistyczną karmę weterynaryjną przeznaczoną dla kastrowanych kotów mających problemy z drogami moczowymi. Dyzio miewał co jakiś kamienie w przewodzie moczowym. Ale odkąd je specjalistyczną (i niestety bardzo drogą) karmę problemy minęły.
 
Nigdy nie myślałem, że będę mieć kota. 6 lat temu moje życie bardzo się zmieniło. Muszę jednak przyznać, że Dyzio to bardzo fajny zwierzak. Poniżej kilka zdjęć Dyzia z tego roku.
 
 

Serdecznie zapraszam do codziennych odwiedzin portalu! Jutro wracamy do spraw ogrodowych.

16
Dodaj komentarz

avatar
8 Wątki komentarzy
8 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najciekawszy wątek komentarzy
5 Autorzy komentarzy
Andrzej ZawadzkiKrzysiekŁucja - MariaCela DBeata Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
Powiadom o
♥ Łucja-Maria ♥
Gość

Dyzio jest cudownym kociakiem, wypielęgnowanym i oczywiście wypieszczonym.
Nie sądziłeś, że będę miał kota i tak Cię oczaruje?
No, no, no, to, że Cie oczarował to widać po wylegiwaniu się w pościeli.
Kociaki to prawdziwe piecuchy, które uwielbiają wylegiwanie i ucinanie sobie drzemki.
Serdecznie pozdrawiam:)

Andrzej Zawadzki
Gość

He he, tak… Kotek ma fajne życie… Zje, pobiega po ogrodzie, czasami załapie ptaszka albo myszkę… Rozgrzebie ziemię w wiadomym celu… Znów zje i pośpi sobie… a potem zje i pośpi 🙂 Kotek uwielbia spanie. I jedzenie 🙂 Aha i bardzo lubi jak go czeszę grzebieniem 🙂 Pozdrowienia Lusiu, od Dyzia również 🙂

Pawanna
Gość

Slicznie napisałeś o Swoim Dyziu. Wspaniałe zycie ma ten kociak, trafił w dobre ręce. Chwała Ci za to, że przygarnąłeś to opuszczone maleństwo. Odwdzięcza Ci sie miłością, może nie okazuje jej tak jak pieski, ale kocha i to mocno!
serdeczności.

Andrzej Zawadzki
Gość

Bardzo dziękuję za miłe słowa Aniu. Dyzio to wspaniały kotek 🙂 Faktycznie pieski są trochę bardziej uspołecznione, ale Dyzio, mimo tego, że ma swój świat i swoje ścieżki też potrafi się odwdzięczać za opiekę 🙂 Serdeczności!

Konrad 87
Gość

Fajna historia 🙂 Przygarniete z trudnych warunków zwierzęta są bardzo wdzięczne – wiem cos o tym 🙂 (choć dyzio byl wtedy jeszcze maly i szczęśliwie nie zyl dlugo w biedzie). Pozdrawiam ze szkolenia niedaleko Janczewic!

Andrzej Zawadzki
Gość

Tak, Dyzio to bardzo fajny i wdzięczny kotek 🙂 Jak będziesz miał możliwość to zajrzyj do szkółki. Chyba jeszcze są tam różne ciekawe krzewy zimozielone 🙂 Pozdrowienia, udanego szkolenia 🙂

Beata
Gość
Beata

Super Dyzio
Znalazł bardzo fajne schronienie, gdzie czuje się bezpiecznie i jest kochany.
Sama mam kota i wiem jak potrafi się przymilić i zyskać sympatie i nie prawdą jest że koty chodzą swoimi drogami i nie są przyjazne, tak jak Twój chodzi za Tobą tak mój jak przyjdę z pracy mnie nie opuszcza gdzie ja tam i on.
Codziennie czytam bloga i dziękuję za spacer po super ogrodzie.
Beata

Cela D
Gość
Cela D

Prawdziwy szczęściarz z Dyzia, widać jaki
to piekny i zaopiekowany kot. Mówi się, że człowiek służy kotu, a człowiekowi służy pies.
Pozdrawiam.:)

Łucja - Maria
Gość
Łucja - Maria

Dyzio to prześliczne, zadbane, dopieszczone kociątko. I niby zwykły dachowiec, a ma równie wiele uroku jak rasowy Maine coon. Andrzejku widzę, ze jest mocno przywiązany do Ciebie, jest przyjacielski i towarzyski i jest wspaniałym członkiem rodziny.
Serdecznie pozdrawiam:)

Łucja - Maria
Gość
Łucja - Maria

Drogi Andrzeju!
W dniu imienin dużo szczęścia, radości,
uśmiechu, wytrwałości, siły, unikatowych zimozielonych roślin,
samych przyjemnych i spokojnych dni.
Łucja

Krzysiek
Gość
Krzysiek

Ha masz po prostu kochanego i nieźle rozpieszczonego kota 🙂 Jednak w domu zwierzak musi być 🙂 Pozdrawiam wraz z moim psem który obserwuję Dyzia przez monitor komputera 🙂