Wrzesień zwiał – wieczorny huragan

Kiedy wczoraj rano publikowałem post, w którym porównywałem końcówkę września w latach 2012 – 2019 wiedziałem już, że popołudnie i wieczór będą w mojej okolicy bardzo trudne i niebezpieczne. Wszystko przez huraganowy wiatr, który z zachodu i południa Polski przemieszczał się na północny wschód. Front atmosferyczny i wiatr miały na swojej drodze najpierw moją okolicę, a potem Warszawę. Przed wyjściem z domu, pozdejmowałem doniczki z kwiatami z tych miejsc, gdzie wiatr mógłby je zwiać. Gdy wracałem wczesnym popołudniem już dość porządnie wiało. Idąc od przystanku kolejki WKD do domu obserwowałem mocno pochylające się drzewa. A jak wiecie u mnie wszędzie jest ich dużo. To praktycznie zwykły las. Po obiedzie szybko włączyłem internet i śledziłem przesuwający się w moim kierunku front. Czytałem o zniszczeniach w Poznaniu, o powalonych drzewach w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Wrocławskiego, czy o przewróconych przez wichurę autach. Potem gruchnęła wiadomość o drzewie, które spadło na podmiejską linię otwocką. Za oknami robiło się coraz groźniej.

Nie lubię wiatru, wręcz się go boję. Nie raz już wichury czy trąby powietrzne wyrządziły zarówno u mnie, jak i w okolicy wiele szkód. Ostatnie bardzo groźne zdarzenie miało miejsce nieco ponad dwa lata temu 23 lipca 2017 roku, kiedy to trąba powietrzna wręcz ukręciła, a potem przewróciła sosnę w ogrodzie moich rodziców. Drzewo dosłownie o centymetry ominęło dom, a o niecałe dwa metry mój garaż. Na szczęście nie spowodowało znaczących szkód materialnych.

Wczoraj wrzesień dosłownie zwiał. A w zasadzie zwiała go wichura, która w mojej okolicy trwała do późnych godzin wieczornych. I tu spieszę z informacją. W ogrodzie nie ma żadnych szkód. Drzewa całe, dom też. Wiatr połamał mnóstwo suchych gałęzi, ale na szczęście żadna z nich spadając nie połamała ani jednego krzewu. A miałem już takie przypadki, i to przy znacznie słabszym wietrze. Ku mojemu dziwieniu wiatr nie zwiał zbyt wielu liści. Wczoraj wieczorem byłem prawie pewien, że rano trawnik będzie cały zasłany liśćmi dębów i brzóz. A tu niespodzianka. Wcale nie ma ich aż tak dużo.

Mam sporo negatywnych doświadczeń z wiatrem. I to nie tylko z mojego ogrodu. Kiedyś, lecąc służbowo do Amsterdamu, z powodu wiatru trzy razy podchodziliśmy do lądowania. Dwa pierwsze były nieudane i samolot odchodził na drugi krąg. Za drugim razem już prawie usiadł, ale maszyną tak bujało, że pilot podjął decyzję o przerwaniu procedury. I to kilkanaście metrów nad ziemią. Trzeci raz był udany, ale samolot lądował prawie bokiem. Wiem, że to normalne, ale mimo wszystko lekko mrozi krew w żyłach.

Innym razem leciałem służbowo na Islandię. Przesiadkę miałem w Kopenhadze, skąd zabrał nas do Keflaviku olbrzymi Airbus. To był listopad. Na Atlantyku szalał sztorm. Większą część trasy przelecieliśmy w chmurach, przy bardzo silnym wietrze i w strugach, a w zasadzie wannach ulewy. Do tego turbulencje były takie, że otwierały się luki bagażowe. Kiedy personel pokładowy siada i się przypina oznacza to, że będzie porządnie trzęsło. I tak było. Tym samym samolotem leciał mój znajomy z Holandii, siedział w innej części maszyny, ale lecieliśmy na to samo spotkanie. Podczas lotu, w trakcie trwających praktycznie cały czas silnych turbulencji pasażerowie siedzieli wciśnięci w fotele. Mało kto rozmawiał, czy się śmiał. To nie był przyjemny lot. Kiedy po wylądowaniu odbieraliśmy bagaże mój holenderski kolega powiedział: Andy, I almost shitted my pants (Andrzej, prawie się zes…ałem – w domyśle: ze strachu). Wczoraj wieczorem w domu miałem podobnie.

Wracamy jednak do ogrodu. Jak pisałem, wiatr nie wyrządził praktycznie żadnych materialnych strat. Liście się zgrabi. Nie ma ich jeszcze zbyt wiele.

Za to igliwie… Masakra. Tak wygląda wejście do ogrodu, które wysprzątałem w sobotnie popołudnie. Wygląda tak, jakby przez całe lato nikt tu nie zaglądał. Dziś popołudniu znów będę musiał je posprzątać. Czeka mnie też wybranie liści i igieł z oczka wodnego. Ale tutaj akurat tragedii nie ma. Wcale nie naleciało ich aż tak dużo, jak się spodziewałem. To kolejna miła niespodzianka.

Dziś jest już spokojniej, znacznie spokojniej. Jeszcze wieje, ale już nie tak jak wczoraj. Wiatr jest znacznie łagodniejszy, bez silnych porywów. Mam nadzieję, że najgorsze już za nami. Tak też mówią synoptycy. Oby się nie mylili.

Serdecznie zapraszam do codziennych odwiedzin portalu.

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Wątki komentarzy
2 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najciekawszy wątek komentarzy
3 Autorzy komentarzy
Łucja-MariaAndrzej ZawadzkiANNA-Pawanna Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
Powiadom o
ANNA-Pawanna
Gość
ANNA-Pawanna

U mnie też strasznie wiało. Na szczęście nic się nie stało. Wokół domu mam wysokie drzewa, aż strach pomyśleć gdyby jakieś się złamało… Natomiast nie mieliśmy długo prądu. Siedzieliśmy przy świeczkach. Nie było telewizji i internetu. Fajnie było, cisza.,,

Łucja-Maria
Gość
Łucja-Maria

Wiatr był niesamowity, uszkodził linie energetycznie i nie było prądu.
Czytanie przy świeczkach to prawdziwa masakra.
Może jutro przestanie padać to będziemy sprzątać liście i igliwie.
Serdecznie pozdrawiam:)