U Bernarda – owocowo
Od wielu miesięcy pokazuję Wam ogrody moich przyjaciół. To bardzo różnorodne miejsca. Niektóre są tylko ozdobne, w innych za to znaleźć można grządki z warzywami, krzewy i drzewka owocowe czy donice z pomidorami. O ogrodzie Bernarda pisałem już kilka razy. I na pewno będę jeszcze nie raz pisał, pokazując Wam rozwój tego ogrodu. Szczególnie jego części ozdobnej. Dziś jednak zajmiemy się jedzeniem, a w zasadzie deserem, bowiem u Bernarda dojrzewają właśnie owoce. Kiedy wczesną wiosną oglądałem jego winnicę nie wyobrażałem sobie, że krzewy tak bardzo obrodzą. Wczoraj na własne oczy obejrzałem i posmakowałem winogron. Ale o tym za chwilę.

Naszą dzisiejszą owocową wycieczkę zaczniemy od owoców egzotycznych, rosnących na krzewach, które posadzone są w donicach. Zimę krzewy spędzają w jasnej, niezbyt ciepłej ale dogrzewanej piwnicy. Na początek będzie dość “wybuchowo”. To pochodzący z Bliskiego Wschodu i Indii granat! Tam skąd pochodzi uprawia się go od tysięcy lat.

A to krzew kumkwatu, oczywiście z owocami. Ta pochodząca z Chin roślina często jest ozdobą tarasów. W naszym klimacie chłodne miesiące musi spędzić w jasnym pomieszczeniu z temperaturą ok. 10 stopni C.


W czasie upałów świetnie ochłodzimy się lemoniadą. Lemon czyli cytryna także rośnie w donicy w ogrodzie Bernarda.


Teraz przeniesiemy się do winnicy.

Część krzewów winorośli rośnie w szklarni.

Ale pozostałe są już “pod chmurką”. Rosną w słonecznym, dość przewiewnym miejscu. Krzewy są regularnie przycinane i prowadzone. Zachwyciła mnie ilość odmian, kolory, kształt i smak owoców. Niektóre bezpestkowe, inne o korzennym, wręcz cynamonowym smaku. Rewelacja!







Nie byłbym sobą gdybym skupił się jedynie na owocach. Spacerując między krzewami oglądałem liście niektórych odmian. Jedne wielkie, inne mniejsze. Zielone bądź wielokolorowe. Prawda, że piękne?



Obok winnicy rosną także inne owoce. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie jadłem tak smacznych, słodkich i soczystych fig. I to z Polski, z ogrodu pod Warszawą.



Moja wiedza i doświadczenie ogrodnicze obejmują przede wszystkim zimozielone rośliny liściaste. Kiedy spacerowaliśmy wśród drzewek owocowych zapytałem się Bernarda o to dziwne jabłko. Jabłko okazało się gruszą, co więcej gruszą chińską, zwaną nashi. Człowiek uczy się całe życie.

Arbuza oczywiście sam rozpoznałem.

W tym roku bardzo obficie owocuje aktinidia czyli popularne mini kiwi. Pnącze wręcz oblepione jest owocami kształtem przypominającymi duży agrest.

W trakcie zwiedzania ogrodu skubałem sobie pyszne winogrona. Bernard co i raz ucinał jakąś kiść i pakował do torby. Jak się potem okazało torby były dwie. Obie pełne. I obie dostałem w prezencie. Winogronami podzieliłem się z rodzicami. Mimo tego mam ich jeszcze cały półmisek. W zasadzie miałem, bo część już zjadłem, reszta chłodzi się w lodówce. Nie sądzę jednak, że długo tam postoją. Są zbyt pyszne!

Już za kilka dni wrócimy do ogrodu Bernarda podziwiać jego egzotyczne rośliny. Będą juki, zimozielona magnolia, kuningamia, niebieski eukaliptus i inne.
Serdecznie zapraszam do codziennych odwiedzin portalu.



Tylko pozazdrościć takich plonów! Gratuluję Panu Bernardowi!
Plony naprawdę wspaniałe i… pyszne 🙂 Przekażę gratulacje 🙂 Serdeczności 🙂
Wspaniałe owoce, także te egzotyczne. Z przyjemnością obejrzę dalszą część ogrodu Bernarda.
Serdeczności Andrzejku 🙂
Powiem Ci Ewuniu, że te figi były (podkreślam – były bo już zjadłem) naprawdę wspaniałe. Słodkie i delikatne. Winogrona… Ech, szkoda, że u mnie takie nie urosną. Genialny smak 🙂 Ciąg dalszy ogrodu już wkrótce 🙂 Serdeczności Ewuniu 🙂
Ależ mam u Ciebie zaległości.
Andrzejku mam wrażenie, że znam ten ogród z egzotycznymi owocami.
Stąd moje pytanie. Czy Pan Bernard nie występuje od czasu do czasu w – Rok w ogrodzie?
Serdecznie pozdrawiam:)
Witaj Lusiu. Tak, masz rację. Rok w ogrodzie kilka razy gościł u Bernarda 🙂 Serdeczności 🙂
Bardzo sympatyczny Pan, zawsze u Niego bywa Pan Witold Czuksanow.
Sądziłam, że Pan Bernard pochodzi ze Śląska. Nie mam pojęcia skąd takie skojarzenie.
Serdecznie Cię pozdrawiam:)
Pan Bernard mieszka niedaleko mnie 🙂 Serdeczności Lusiu. Miałaś piękną wycieczkę. Czytam właśnie Twoje posty 🙂