Wieści z ogrodu
Wczoraj prawie cały dzień spędziłem w ogrodzie. Zawsze jest tu coś do zrobienia. I nie koniecznie jest to opalanie się czy grillowanie. A to trzeba pozbierać patyki, ponawozić krzewy, poobrywać przekwitnięte kwiaty, coś przyciąć, skosić trawę. I wczoraj miałem właśnie taki gospodarczy dzień. Krzątałem się po ogrodzie i robiłem różne mniej lub bardziej dziwne rzeczy. Do tych drugich należało wynoszenie ślimaków, które nieustannie żrą koleusy, aksamitki, begonie, a nawet niecierpki. Niektóre z nich są nawet ładne, ale te bez chałupy na plecach nie zdobyły mojego uznania. Chociaż te ciemne mają fajne wzorki. Wróćmy jednak do prac ogrodowych, nie będę pisał rozprawki o ślimakach.
Wyrywanie chwastów nie należy do moich ulubionych zajęć, ale czasami trzeba to zrobić. Zdecydowanie bardziej wolę wyławiać glony z oczka wodnego.




W przerwach między poszczególnymi pracami spacerowałem sobie po ogrodzie i strzelałem fotki m.in. hibiskusów czy zakątka z aukubami japońskimi i paprociami zimozielonymi.



Obejrzałem dokładnie bukszpany. Znalazłem dwie gąsienice. Zakończyły swój nędzny żywot pod moim butem. Ciekaw byłem jednak ilu nie znalazłem. Wieczorem poszedł więc w ruch opryskiwacz. Porządny oprysk zastąpi moje buty.
Ogólnie rzecz biorąc póki co walkę z ćmą bukszpanową uważam za wygraną. Bukszpany są lekko podżarte ale odrastają. A ja co kilka dni używam buta i oprysków.


Potem było kuszenie, a w zasadzie koszenie na które skusiła mnie kosiarka i szybko rosnąca trawa. Po ostatnich opadach trawa bardzo urosła. Trawnik znów jest soczyście, gęsty i równiutki, a żółte wysuszone plamy, które były na początku lipca są już jedynie przykrą historią.


Z powodu panującej od kilku lat suszy i obniżenia się poziomu wód gruntowych opadają już liście z brzóz. Po dwóch godzinach od koszenia trawnik był już nimi usłany. Ale i tak nie jest źle. W zeszłym roku to samo zjawisko obserwowałem już w lipcu.


Żeby jednak nie było za słodko pokażę Wam co w ciągu kilku dni, w zasadzie od ostatniej niedzieli stało się z moimi hortensjami. Mimo podlewania i obfitego deszczu zaczęły usychać. Głównym podejrzanym jest karczownik, bo mojego kota Dyzia wykluczyłem z grona podejrzanych. Wręcz odwrotnie. Dzielne zwierzę upolowało jednego karczownika. Miałem go na schodach. Kotek przyniósł żeby się pochwalić.
Tak wygląda teraz moja Anabelle.

A to Vanilla Fraise.

Dodam, że z kilku azalii wielkokwiatowych opadła część liści, ale to akurat mnie nie dziwi. To normalne zjawisko. Niestety z zimozielonego derenia także opadła część liści. W tym przypadku niestety nie wiem, czy to normalne. Na wszelki wypadek w ruch poszła konewka ze środkiem wzmacniającym.
A hortensje… chyba je przytnę, zasilę, zakwaszę glebę i poczekam na efekty. Jak nie odrosną to będzie miejsce na nowe rośliny. Tak to niestety bywa w ogrodzie. I trzeba się z tym pogodzić. I to tyle relacji z wczoraj. Miłego dnia! A dla niektórych wtajemniczonych buziaki 🙂
Serdecznie zapraszam do codziennych odwiedzin portalu.

Dodaj komentarz