Deszcz, upragniony deszcz!
Dziś będzie troszkę inaczej niż zwykle. Z pewną dozą lekkiej ironii i sarkazmu. Ale jak zawsze z humorem.
Od kilku dni obiecuję sobie, że pokażę Wam nowe rośliny, które posadziłem w ubiegłą środę w ogrodzie. Ale cały czas miałem inne tematy do opisania. O nowych krzewach miałem pisać dziś, ale wczoraj wydarzyło się coś, co ostatnio jest niezwykłą rzadkością. Albo w ogóle się nie dzieje. Nie, nie. Nie jest to temat sezonu ogórkowego. Nie wylądowało u mnie UFO, chociaż po ogrodzie grasowały wczoraj potwory. Ale o nich napiszę później. Po mojej ulicy nie przebiegły również słonie ani żyrafy… ani listonosz, który z uwagi na wakaty na mojej poczcie odwiedza nas równie często, jak ksiądz po kolędzie. Wydarzyło się coś innego. Ważniejszego! Otóż w mojej okolicy spadł prawdziwy deszcz! Nie taki 10-minutowy lecz kilkugodzinny! Wczesnym wieczorem jak wariat biegałem po ogrodzie z aparatem fotograficznym i telefonem. Wrzucałem zdjęcia deszczu na Instagram i Facebook i zachwycony pogodą pstrykałem aparatem zdjęcia mokrego ogrodu i roślin. Zabrzmi to pewnie dziwnie, ale deszcz to chyba najszczęśliwsze wydarzenie w moim ogrodzie od kilku tygodni. Deszcz wyprzedził o kilka miejsc kwitnące juki czy opuncje. Na liście “topowych” wydarzeń przebił fukające wieczorami jeże i Festiwal Otwarte Ogrody. Dziś obejrzymy zdjęcia mokrego Zimozielonego ogrodu. No to w drogę!







Deszcz padał równo i spokojnie. To było jak poezja, jak dobra sztuka teatralna czy wspaniały film. Deszcz był jak symfonia smaku, jak potrawa przy której Gorgonzola wydaje się marnej jakości serkiem topionym. A ja wciąż biegałem po ogrodzie… w klapkach. No cóż… Tak bywa. Mokre skarpetki i mokry kot, który razem ze mną latał po ogrodzie i także cieszył się deszczem. Mokry ja i mokra kurtka. Aparat suchy. Telefon też. Kota wytarłem, skarpetki zmieniłem. Mokre rośliny i mokry trawnik. Ich nie wytarłem, niech mokną. I tak mnie z tego szczęścia wzięło na lekką ironię. Ale wiecie, że ja tak po prostu mam. Idziemy dalej na spacer po ogrodzie.






Pisałem ostatnio o suszy i o zżółkniętym trawniku. Przedwczoraj skosiłem resztki zieleni z murawy i porządnie ją podlałem. Teraz wspomogła mnie natura. I niech tak wspomaga. U nas nie musi być pustyni i afrykańskich upałów. Chociaż muszę przyznać, że mogłoby być trochę cieplej. 19 czy 20 stopni w lipcu to chyba lekka pomyłka. Podobnie jak wielotygodniowa susza. Chodzenie w lipcu w kurtce? Masakra. Parę dni temu mieliśmy w Polsce Egipt. Teraz jest Islandia. Brrr, zimno! Jak dla mnie ideałem byłoby słoneczne 26-30 stopni i conocny porządny deszcz. Wróćmy do ogrodu, bo moje dywagacje i zachcianki mogą zrobić się dla Was nudne. Trawnik wczoraj wieczorem wyglądał jakby trochę odżył. Rośliny także. Mimo tego, iż były regularnie podlewane, to dramatyczne upały trochę je nadszarpnęły. Wczoraj krzewy wyciągały się wręcz ku stalowo-szaremu niebu, jakby chciały pochłonąć każdą kropelkę lecącą z chmur. Piękny widok. Idziemy dalej na spacer.









Może tulipanowiec też odżyje. Biedne drzewko. Podlewałem je praktycznie codziennie, a i tak część liści uschła i opadła. Dobrze, że ma sporo młodych gałązek.


Po dwóch godzinach ciągłego deszczu pod dębami wciąż było sucho. Na szczęście padało cały wieczór i przez część nocy. Więc w końcu i tam dotarły zbawienne opady.





Teraz czas na obiecane na początku wpisu potwory, które wczoraj wieczorem opanowały ogród. Te, które “biegały” po schodach i w celach konsumpcyjnych chciały wdrapać się na kwiaty powyrzucałem w trzmieliny. Niech tam sobie grasują. Wara od koleusów i aksamitek czy begonii. Część potworów miała ze sobą swoje wille, inne były gołe, ale z ładnym wzorkiem.








Koniec spaceru. Prawda, że mokry ogród jest piękny?
Serdecznie zapraszam do codziennych odwiedzin portalu.

Wreszcie pojawił się dość intensywny deszcz. Rośliny troszkę odżyły wyglądają jak lakierowane.
U mnie też padało przez 15 minut, tyle co nic.
Pozdrawiam serdecznie:)
U mnie padało we wtorek wieczorom i w nocy z wtorku na środę. Wczoraj musiałem podlewać rośliny i trawnik, a dziś zabrałem się za rewitalizację murawy. Kilka chłodniejszych dni, podlewanie i deszcz sprawiły, że trawa zaczyna odrastać. Ale muszę jej pomóc 🙂 Cieplutkie pozdrowienia, u nas dziś słoneczko i 27 stopni 🙂